Szacuje się, że w ciągu najbliższych miesięcy kilkuset nauczycieli w naszym regionie może stracić pracę. Powodów zwolnień jest kilka, w tym niż demograficzny oraz brak rekrutacji do szkół średnich.
Największy szok czeka nauczycieli szkół średnich, które w tym roku nie będą prowadziły rekrutacji do klas pierwszych. Nie ma już klas ósmych, a pierwsi gimnazjaliści skończą szkoły dopiero za rok.
Ostateczne dane o zwolnieniach będą znane w kwietniu. Jednak już teraz przewiuje się, że tylko w Olsztynie bez pracy zostanie aż 176 osób. W tej grupie 122 nauczycieli ma uprawnienia emerytalne, czy jednak zdecydują się z nich skorzystać, zależy jedynie od ich dobrej woli.
Zespół Szkół Gastronomiczno-Spożywczych w Olsztynie musi zwolnić 7 osób: cztery uczące przedmiotów zawodowych i trzy – ogólnokształcących.
- Szczęście, że mogę rozbudować klasy zaoczne. Uratujemy w ten sposób 27 pedagogów – mówi Edward Łoś, dyrektor ZSG-S.
Szkoły próbują też metod zastępczych.
- Nie chcemy zwalniać nauczycieli etatowych, rezygnujemy ze współpracowników – mówi Elżbieta Kaliszewska-Kowalska, wicedyrektor ostródzkiego Liceum Ogólnokształącego, któremu w nowym roku szkolnym ubędzie siedem klas.
Podobnie postąpi ostródzki Zespół Szkół Rolniczych.
- Zmniejszamy też nadgodziny. Etatowcy mniej zarobią, ale wszyscy zostaną – mówi Andrzej Matuszak, dyrektor ZSR.
Nadgodziny likwiduje też szczycieńskie Liceum Ogólnokształące.
Samorządy tłumacząc się dużymi kosztami utrzymania małych szkół, likwidują część podstawówek, głównie wiejskich. W gminie Morąg mają być zlikwidowane trzy szkoły, a to oznacza, że pracę straci 31 nauczycieli.
- Dwóch z nich może przejść na emeryturę. Resztę staramy się przenieść do gimnazjów. Dla dwóch nauczycieli nauczania zintegrowanego nie będzie jednak propozycji – mówi Edmund Winnicki, wiceburmistrz Morąga.
W gimnazjach znajdzie także pracę część z 40 nauczycieli, zwalnianych z elbląskich szkół podstawowych.
Gimnazja jednak nie wchłoną wszystkich. Władze ostrożnie wyliczają tych, którzy muszą szukać sobie innego zawodu. Na razie o 2-3 nauczycielach bez pracy mówi Ewa Ners, naczelnik Wydziału Oświaty Urzędu Miasta w Działdowie. O pojedynczych zwolnieniach słyszeliśmy też w Ełku.
Czy zawód nauczyciela ma przyszłość?
- Nie oszukujmy się: tu nie było i ma perspektyw. To zawód dla pasjonatów – mówi – Teresa Sobotka, nauczycielka z olsztyńskiej SP 15. – Ja pracy już nie zmienię. Jestem zresztą nauczycielką z powołania.
Teresa Sobotka po 33 latach pracy zarabia 1 200 zł na rękę. I nie dorobi więcej. Po jej specjalności (nauczanie początkowe) nie ma gdzie.
- Młodzi powinni się dobrze zastanowić. Jeśli nie mają powołania i nie zdają sobie sprawy z czym się ten zawód wiąże, nie powinni wybierać studiów pedagogicznych. A uczelnie nie powinny stwarzać złudzeń i produkować tylu bezrobotnych – podkreśla Grażyna Basiak, nauczycielka SP 30, 22 lata w zawodzie.
Tymczasem chętnych na kierunki nauczycielskie jest wielokrotnie więcej niż miejsc.
- Słyszeliśmy, że to łatwy kierunek. Konkurs świadectw też skusił sporo osób. Wiele osób przychodzi tu jednak z powołania – mówią studenci pedagogiki.
- Chcę zostać kuratorem sądowym – mówi Adrian Kwiatkowski, student IV roku pedagogiki społecznej Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. – Od przyszłego roku zaczynam studia podyplomowe na zarządzaniu przedsiębiorstwem. Dzisiaj trudno o pracę. Im więcej umiejętności, tym lepiej. Czy zostanę nauczycielem? Jeśli nie będzie innej pracy… Pensja niska, praca trudna.
Mariusz Pachucki rzucił studia w Wyższej Szkole Morskiej. Wybrał pedagogikę. Studiuje II rok na UW-M.
- To dobre studia. Uczymy się komunikatywności, nawiązywania kontaktów z innymi. To zawsze się przyda, a wychować młodych ktoś musi – mówi.
Ale i on nie zamierza pracować w szkole. Bardziej pasjonuje go ,prostowanie charakterów” w policji lub wojsku.
Autor artykułu: Anna Mioduszewska