Zastraszony telefonicznymi groźbami i żądaniem haraczu giżycczanin powiadomił policję. Wśród zatrzymanych czterech podejrzanych jeden jest żołnierzem zawodowym.
Wieczorem 27 marca właściciel jednego ze sklepów zdecydował się zwrócić o pomoc do policji. Nieznani mu mężczyźni, kilkakrotnie grożąc zamordowaniem dwuletniej córki, żądali pieniędzy.
- Do mieszkania poszkodowanego skierowaliśmy funkcjonariuszy z Sekcji Dochodzeniowo-Śledczej – mówi Juliusz Brant, zastępca komendanta powiatowego policji. – Przez godzinę pobytu policjantów w tym mieszkaniu sprawcy telefonowali czterokrotnie, żądając raz tysiąc, później trzy tysiące złotych. Życzyli sobie dostarczenie gotówki najpierw o północy, następnie nad ranem.
Wytypowano potencjalnych sprawców, a budynek poddano obserwacji. Około 23 podjechała tam taksówka z czterema mężczyznami. Przystąpiono do ich legitymowania. Przybysze w wieku od 16 do 28 lat, okazali się autorami telefonów.
- Najstarszy z legitymowanych jest żołnierzem zawodowym – komentuje Juliusz Brant – więc przekazaliśmy go żandarmerii.
Według wstępnych ustaleń prawdopodobnie to on jest kluczową postacią całej sprawy, bowiem należy do rodziny, która była winna pieniądze zastraszanemu małżeństwu. Wszyscy zatrzymani czekają na decyzje prokuratora.
- Stosownie do przepisów obowiązujących w takich przypadkach wydałem postanowienie o przekazaniu materiałów prokuratorowi garnizonowemu w Olsztynie – twierdzi Jan Wądołowski, zastępca prokuratora rejonowego w Giżycku. – Dalsze czynności należą już do niego.
Niestety, nim do prokuratora wojskowego dotrze przesyłka i zdąży się on wypowiedzieć, zatrzymanych na 48 godzin trzeba będzie zwolnić.
- Wydawanie werdyktu przed wyjaśnieniem sprawy byłoby przedwczesne – komentuje płk Marek Ryszelewski, dowódca Garnizonu Giżycko. – Zatrzymany jest żołnierzem kontraktowym. Jeżeli wina zostanie mu udowodniona, na pewno poniesie odpowiedzialność.
Autor artykułu: Sławomir Kędzierski